poniedziałek, 16 marca 2015

Teraz będę cię kochać...







Ukrywają przed światem jakąś część swego "ja",
jakby okazywanie prawdziwego uczucia mogło

 zostać wykorzystane przeciwko nim.




       Dzisiejszy dzień w szkole płynął mi nie ubłagalnie wolno. Ciężko mi się na czymkolwiek skupić. Wzdycham po cichu na wspomnienie obrazów w sypialni Itachiego. 
Nie mogę znaleźć nigdzie ani Karin, ani Hinaty, tak jak by się rozpłynęły. Znów moje myśli wędrują do osoby Itachiego. Przeraża mnie nieco jego obłuda i niekonwencjonalna pewność siebie. Staram się skupić na wygłaszanym seminarium przez profesora, ale nie mogę!

Czuję się szczęśliwa, ale z drugiej strony czuję niepewność.

A co jeśli to wszystko to tylko jakaś gra?

Co jeśli mam być tylko chwilową zabawką, w końcu kobiety często służą mężczyznom tylko do zabawy?

Wykorzystują je i porzucają?

Nie chce być porzuconą!

Ta myśl wywołała we mnie niepokój i dreszcze zimna co chwila przechodzące po moich plecach i ramionach.
- … Panno Haruno?
Głos profesora Cross rozszedł się echem po całej sali wykładowczej. Siedziałam z pochyloną głową w ogóle nie zwracając uwagi na wykład.  
Dziesiątki par oczu utkwiło spojrzenie w mojej bladej twarzy, długich rzęsach i szczupłych palcach ściskających pióro.  Następnie dziesiątki par oczu zwróciło się na twarz stojącego w milczeniu, lekko zniecierpliwionego profesora. To zachowanie nie pasowało do miłej aparycji: klasycznych rysów, dużych ciemnych oczu i pełnych warg. Ten przystojny facet miał zgrzeczniały wyraz twarzy, co  kompletnie psuło ogólne wrażenie młodego profesora.
-Uhm!…
Lekkie kaszlnięcie z prawej strony zwróciło moją uwagę. Zaskoczona spojrzałam na siedzącego obok barczystego mężczyznę. Uśmiechnął się i kiwnął głową na stojącego nieopodal profesora. Powoli i mój wzrok podążył w tamtą stronę i … napotkałam przenikliwe spojrzenie ciemnych oczu. Ciężko przełknęłam ślinę zalegającą mi w gardle.
-Oczekuje odpowiedzi na moje pytanie panno Haruno o ile oczywiście będzie pani łaskawa uważnie słuchać…- jego głos był lodowaty- podobnie jak oczy.
Pozostali słuchacze, studenci –wiercili się na krzesłach , spoglądając na siebie ukradkiem. Ich zachowanie wyraźnie mówiło

,,Co go dzisiaj ugryzło”

Nikt się jednak nie odezwał- pewnie z powodu tego, że nikt nie chciał wpaść w konflikt z profesorem.
Lekko rozchyliłam wargi, po czym je zamknęłam, wpatrzona w te zimne spojrzenie.
-Czy mówię w pani ojczystym języku?- Znów zadał pytanie. Z jego postawy jak i słów niemal, że iskrzyła kpina.
Siedząca niżej dziewczyna próbowała stłumić śmiech. Wszystkie oczy znów skierowane były na mnie. Pochyliłam głowę próbując unikać spojrzenia nauczyciela.
-Skoro panna Haruno nie jest w stanie teraz zrozumieć ojczystego języka, może będzie ktoś inny łaskawy, żeby odpowiedzieć na moje pytanie?

Tylko tego trzeba było siedzącej w pierwszym rzędzie dziewczynie. Z rozjaśnioną twarzą, wpatrzona w profesora, szczegółowo odpowiedziała na pytanie. Wymachiwała rękoma cytując różnych uczonych. Kiedy skończyła słodko westchnęła do profesora i pochyliła się uwydatniając jeszcze bardziej swój niesamowicie wielki dekolt.  Brakowało jeszcze tylko tego, żeby padła do jego stup i się o nie ocierała niczym kot prosząc o więcej pieszczot.
Profesor niemal niedostrzeżenie zmarszczył brwi i odwrócił się by napisać coś na tablicy.
Gdy wszystkie już moje marzenia były tak brutalnie rozwiane przez profesora pochyliłam się jeszcze bardziej- a raczej skuliłam i notowałam jego słowa. 
Nagle wylądowała przede mną złożona kartka papieru. , w pierwszej chwili jej nie zauważyłam dopiero kaszlnięcie zwróciło moją uwagę na siedzącego obok niej barczystego chłopaka. Uśmiechał się szeroko i kiwnął głową na karteczkę.
Zamrugałam gwałtownie powiekami wpatrzona w plecy profesora który w tym czasie kreślił jakieś szlaczki na tablicy i niepostrzeżenie zsunęłam karteczkę na kolana.

,,Cross  to dupek nie martw się króliczku”

Nikt nie zauważył- bo nikt już nie patrzył. Posłałam chłopakowi dziękujący uśmiech.
-Co panią tak rozśmieszyło pani Haruno- wzdrygnąłem się słysząc ton głosu. Moje oczy rozwarły się z przerażenia. Uśmiech niemal w jednej chwili zniknął z mojej twarzy. Nieśmiało z pod rzęs spojrzałam na profesora.
Zdenerwowana zacisnęłam dłonie w pięści pod ławką chowając w pici kartkę od chłopaka obok  i przygryzłam wargę.
-To moja wina panie profesorze, pytałem na której stronie jesteśmy.- kolega od kartki starał się mi pomóc, jednak chyba bezskutecznie bo profesor dalej wywiercał we mnie pełne frustracji spojrzenie.
-Myślę, że to zły dobór osoby, która mogła by ci pomóc Kiba. Mam wrażenie, że potrafisz te tematy znaleźć bez pomocy panny Haruno
… Ahh … Panno Haruno?!
Niepewnie podniosłam wzrok na profesora gryząc dolną pełną wargę.
-Po wykładzie czekam na panią w moich gabinecie. 
Sesja minęła bardzo szybko. Kiedy tylko profesor zakończył zajęcia, wstałam i pakowałam swoje rzeczy szybko, aby bardziej jeszcze nie podpaść wrednemu chamowi, który nie widział nic innego poza czubkiem swojego nosa. Cross był przerażającym i wymagającym nauczycielem. Zarzuciłam plecak na ramie i już zmierzałam ku gabinetowi mojego kata.
Ostrożnie zapukała. Zastanawiałam się, że może zbyt cicho zapukałam, jednak gdy usłyszałam ryk układający się w słowo ,,Wejść”. Wślizgnęłam się do środka. Cross siedział przy swoim biurku i uporządkowywał jakieś papiery. Głową kiwnął na krzesło naprzeciwko karząc mi usiąść. Lekko poprawiłam plecak na ramieniu, a niedomknięty suwak zaskrzypiał rozsuwając się jeszcze bardziej. Podeszłam do krzesła i usiadłam na samum brzegu wyprostowana i z zapartym oddechem w piersi. 
Potarłam o siebie moje dłonie czując jak coraz bardziej się pocę.
-Czy może mi pani wytłumaczyć co panią tak rozpraszało dzisiaj. Z poprzednich szkół mam pani oceny i opinie z których wynika, że świetnie pani tu do nas pasuję, ale sądząc po dzisiejszym będę chyba musiał panią jednak oddelegować. Nie znoszę nieposłuszeństwa.
-Panie Cross ja…
-Profesorze Cross!- Poprawił mnie wciąż nie patrząc na mnie. Przełknęłam głośno ślinę i odchrząknęłam.
-Profesorze Cross to już naprawdę więcej razy się nie powtórzy obiecuję, ja tylko… po prostu mam na głowie wiele spraw. Obiecuję poprawę.
-Och pani Haruno ja nie mogę pani ufać na słowo, zbyt wiele jest takich studentów którzy mnie zawodzą.- mężczyzna spojrzał mi w oczy, po czym wstał obchodząc biurko i opierając się o nie dokładnie naprzeciwko mnie. Trzymał moje kolana dosłownie między swoimi nogami. Instynktownie przesunęłam się na krześle próbując zwiększyć przestrzeń.
-Ja naprawdę obiecuję poprawę- wydukałam starając się na niego nie patrzeć. Był za blisko, dosłownie za blisko. Wzrok umieściłam na swoich kolanach.
-Wiem jak sprawić, że będzie mi pani posłuszna!- wysyczał mi tuż przy uchu.. W tym samym momencie poczułam jego dłoń na karku która pchnęła mnie tak mocno, że przewróciłam krzesło i wylądowałam na biurku nosem w papierach profesora. Chciałam szybko się podnieść odpychając się rękoma, jednak był szybszy, 
o wiele.
Kopnął krzesło które leżało na mnie i wykręcił mi ręce do tyłu przyszpilając moje ciało do biurka. Mój policzek przyciskał się do papierowych stosów na jego biurku.
-Proszę niech mnie pan zostawi- próbowałam się szarpać, kopać, ale skutecznie mnie unieruchomił stając za mną. Objął w jedną dłoń moje nadgarstki, a drugą przesunął moją bluzkę w górę. Załkałam, chciałam pokazać, że cierpię jednak on nic z tego sobie nie robił.
Zaczęłam krzyczeć, wiłam się jeszcze mocniej, jednak szybko rozwiązał te problemu. Poczułam, że drugą ręką wkłada mi coś do ust a następnie zawiązuje z tyłu głowy, nie pomagało kopanie. Moje krzyki ucichły prawie do zera. Łzy kapały mi na jego biurko. Zaraz poczułam związane ręce, a następnie zabrał się za nogi.  Załkałam jeszcze bardziej. Byłam taka bezsilna, taka przerażona.

          Wiedziałam co chce zrobić.

Rękę trzymał na moich plecach abym nie mogła się odchylić, drugą jeszcze bardziej podwijał moją bluzkę, aż na twarz, tak że zapłoniła mi oczy. Językiem przejechał od pasa po moim kręgosłupie, aż do samej szyi i zatrzymując się na czułym punkcie za uchem by następnie przygryźć jego płatek. Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia. Nie tak planowałam stracić moje dziewictwo.  Moja wola została złamana. Wiedziałam, że już nic nie mogę zrobić i że nikt mi nie pomorze. Przestałam się rzucać i tylko łkałam nad swoim okrutnym losem. Bóg mnie już dawno opuścił.
-Ćśśś maleńka zaraz będzie po wszystkim, a ja utemperuję twoje zachowanie.
Dłońmi wodził po moich piersiach odpiął stanik i rzucił go w gdzieś w pomieszczeniu. Drażnił moje piersi ugniatając je, a następnie złapał w swoje palce moje sutki by je miażdżyć i pociągać za nie. To wcale mnie nie podniecało, a wręcz przeciwnie sprawiało mi ból. Załkałam znów. Obraz zupełnie rozmazał mi się przez łzy. Gdy skończył z moimi piersiami nie przestając lizać i gryźć mnie w szyję zsunął mi spodnie wraz z majtkami do samego dołu. Zajęczał złowieszczo. Poczułam na pośladkach jego nabrzmiałą erekcję przez jego spodnie.
-Nie maleńka, tak szybko z tobą nie skończę, jesteś taka piękna i taka seksowna, Boże czemu wcześniej nie kazałem ci przyjść.- Ujął jedną ręką mój kark, a drugą wodził po moich pośladkach. Zjechał nią po zewnętrznej części uda, aż do kolana po czym przesunął ją na wewnętrzną część mojej nogi. Sapał zwierzęco podniecony do granic.
-Och maleńka jeszcze nigdy mi tak nie stał. Stwardniał mi tak, że aż czuję ból. Jak ty mnie podniecasz i twoja idealna mała różowa cipka.
-Wzdrygnęłam się ponownie kiedy dłonią dotarł dokładnie tak gdzie chciał. Dwoma palcami drażnił moją łechtaczkę.
-Skarbie musisz się podniecić, musisz być mokra bo jeśli nie to będzie cię bolało, a uwierz mi, a ja nie mogę długo się powstrzymywać wypełnię cię nawet w tedy kiedy będziesz sucha jak pieprz.-
Zaśmiał się lubieżnie tuż przy moim uchu. Strach całkowicie mnie sparaliżował. Wszystko widziałam i słyszałam jak przez mgłę. Prawie nic do mnie nie dochodziło. Nawet nie poczułam tego jak nagle zostałam pociągnięta do tyłu i przewróciłam się na podłogę. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą. Skuliłam się zamykając oczy. Błagałam o szybki koniec.
-Naruto- pomyślałam- mój przyjacielu. Szkoda, że cię tu nie ma.

Tak bardzo mi przykro.

Przed oczami ujrzałam jego roześmianą twarz, blond kosmyki szalejące na wietrze i wyciągniętą rękę ku mnie.
Tak  zostań ze mną już na zawsze- wyszeptałam.







Jezu co on jej zrobił. Już pół dnia leży na łóżku z zamkniętymi oczami, nie odzywa się, nie otwiera oczu, nie śpi słyszę jej nierówny oddech. Próbowałem do nie mówić jednak do niej nic nie dociera.
Co jakiś czas słyszę jak szepcze imię ,,Naruto” i ,,jak bardzo jej przykro,,.
Usiadłem koło łóżka na którym leżała i przyglądałem się jej. Jakimś cudem wzbudzała we mnie litość.
Tyle widziałem, tyle uczyniłem, tyle słyszałem, a gdzieś głęboko we mnie moja podświadomość skręcała się z żalu na ten widok.
Westchnąłem i szczelniej nakryłem ją satynową narzutą.
Świetnie wyglądała tak wkomponowana w czarną pościel na moim łóżku.
Różowe długie włosy niesfornie rozsypały się na poduszkę wokół niej, a blada cera wyła idealnie uwydatniona przez czerń pościeli.
Brakowało jeszcze tylko, aby ujrzeć jej niesamowicie zielone oczy.
Teraz była bladsza niż zazwyczaj.
Sam widok tego co widziałem mną wstrząsnął.
Czekałem na Sakurę pod szkołą, mimo, że mój kierowca miał zjawić się sam ja jakoś nie mogłem powstrzymać się przed wcześniejszym ujrzeniem jej. Namierzyłem jej komórkę. Wiedziałem, że jest jeszcze na uczelni.
Czekałem…
Czekałem…
I czekałem..
, aż postanowiłem sam sprawdzić czemu tak długo nie wyłazi z tego cholernego budynku. Jestem cierpliwy, ale bez przesady.
Kazałem Shino zaczekać i zgodnie ze wskazaniami telefonu poszedłem w miejsce gdzie ona się znajduję.
Chwilę błąkałem się po tych cholernych korytarzach, aż doszedłem w miejsce gdzie była.
,,Gabinet Profesora Crossa”
Głosiła tabliczka na drewnianych drzwiach.
Odsunąłem się od drzwi. Postanowiłem poczekać, aż wyjdzie.
Do moich uszu dobiegł cichy szloch i jakieś jęki.
Zaniepokojony otworzyłem powoli drzwi, aby dyskretnie sprawdzić co tam się dzieję, a potem działałem już jak w amoku.
Wpadłem do środka.
Odciągnąłem tą  świnie od Sakury, nie przewidując tego, że jest tak bardzo uczepiony jej, że poleciała na podłogę z nim.
Zobaczyłem jej przerażony i zamglony wzrok pełen łez. Skuliła się na podłodze jeszcze bardziej.
Wkurwiłem się.
Chwyciłem sukinsyna za koszulę pozwoliłem go pięścią w twarz, a potem tak długo napieprzałem, aż stracił przytomność.
Otrząsnąłem się z agonii. Zdjąłem marynarkę i przykryłem nią Sakurę biorąc ją na ręce. Wyszedłem zostawiając zmasakrowanego profesora całego w krwi. Nie obchodziło mnie czy żyje.
Moich własności się nie rusza.
W samochodzie przytuliłem ją do siebie  i zawiozłem ją  do mojego apartamentu gdzie przebrała ją moja gosposia, Sakura pewnie nie chciała by, żebym patrzył,a potem ułożyłem wygodnie w swoim łóżku, a teraz co?
Gapiłem się na nią bezwstydnie podniecając się jej przerażeniem!
Niby ten widok mnie przerażał, ale z drugiej strony czułem się podniecony. Instynktownie poprawiam się siedząc na łóżku. Czując lekkie drganie w spodniach znów się poprawiłem próbując jak najlepiej ukryć swoje chciwe żądze.
Poruszyła się instynktownie. Działo się z nią coś dziwnego.
O nie!
W pokoju pojawiła się gęsta mgła, a nagle w niej niewyraźne sylwetki. W pomieszczeniu temperatura obniżyła się o kilkanaście stopni bo mój oddech zamieniał się w kłęby pary.  Zacząłem szybciej oddychać. Mrugnąłem widząc przed sobą twarz, ale pustą. Zamiast oczu miała tylko puste oczodoły w których czaił się mrok, a zszyte usta uchylały się lekko. W nich także była tylko czerń. Szybko wstałem i oddalałem się od nich. One jak by instynktownie lgnęły do Sakury.
Chciały jej!
Przecież ona powinna należeć do ich świata, wróciły po nią!
Nie mogłem nic zrobić. Dotyk, uderzenia nic nie działało. Moje ciosy przenikały przez nie. 

Wiedziałem to, ale głupi próbowałem coś zrobić.

Dziewczyna poruszyła się nieznaczenie i wstała do pozycji siedzącej. Rozejrzała się po pokoju, ale nie krzyczała.
Na jej ustach widniał teraz szeroki uśmiech.

Coś z nią nie tak.

-Naruto- wyczytałem z jej poruszających się warg. Spojrzałem tam gdzie ona, ale ja nic nie widziałem.
-Naruto wiedziałam, że do mnie wrócisz! – szepnęła wstając na nogi. Przemierzała między zjawami, a one nie torowały jej drogi, rozstępowały się przy każdym jej kroku.
Następne co zobaczyłem sprawiło, że jęknąłem z niedowierzania.
Sakura podeszła do zjawy stojącej przy ścianie niczym nie wyróżniającej się od innej. Wszystkie były takie same puste oczodoły, pogniłe  twarze i pozszywane usta.
Dotknęła jej, a co najdziwniejsze jej dotyk nie przeniknął przez zjawę.

Ona naprawdę jej dotykała!

Uśmiechała się przy tym promiennie.
Usłyszałem jak by pisk, przez co zasłoniłem uszy próbując dojść do siebie. Zamknąłem oczy próbując nie zwymiotować.

Co się dzieje!?

Co najdziwniejsze Sakura uśmiechała się jeszcze szerzej. Była szczęśliwa. Jej oczy iskrzyły się.
-Naruto czy to twoi przyjaciele?- Usłyszałem jej pytanie
Chwila przerwy. Znów ten pisk i Sakura która znów zaczęła mówić. Wydawała się jak by prowadziła konwersacje z tą zjawą.
-Są naprawdę piękni, tak świecą, bije od nich  takie ciepło. Masz cudownych przyjaciół

Co?! 
Jakie światło ja widzę tylko mrok,
jakie ciepło mój oddech zamienia się w lód? 
Jacy piękni to szare zjawy z potwornym wyglądem. Nie rozumiałem jej. Nie mogąc dłużej tam zostać odbijając się barkiem od ściany co jakiś czas na chwiejnych nogach wyszedłem i od razu poczułem się lepiej.

Co tu się kurwa dzieje!?

Doszedł do moich uszu cichy śmiech dziewczyny. Ona naprawdę się śmiała.
-Naruto niewiarygodne!- Teraz głośniejszy śmiech.


On Do mnie wrócił!
On do mnie wrócił!
Mój Naruto!
Cieszyłam się rozmawiając z nim, a do około nas stali jego przyjaciele i uśmiechali się do mnie promiennie.
Powiedział, że teraz będzie przy mnie za każdym razem, gdy go wezwę.
Jestem taka szczęśliwa.
Nawet nie zauważyłam, że byłam w mieszkaniu Itachiego, dopiero to spostrzegłam jak Naruto obwieścił, że musi wracać do domu, ale postara się do mnie przyjść jak najszybciej.
Rozmawiałam z nim o próbie gwałtu. Nie chciałam, ale  to on poruszył ten temat. Powiedział, że Itachi mi pomógł.
Muszę mu podziękować.
Znalazłam go w salonie przy fortepianie. Patrzył za wielkie okna na Tokio.
Podeszłam cicho.
-Dziękuje- wyszeptałam mu do ucha, a on się wzdrygnął.
Przestraszyłam go?
Spojrzałam na jego piękne rysy. On mnie uratował. Posłałam mu lekki uśmiech i delikatnie musnęłam jego usta. Nie zamknął oczu, ja również nie.
Oddaliłam się od niego, dalej się uśmiechając, a on siedział i patrzył na mnie z kamiennym wyrazem twarzy.
On mnie uratował!
Zawdzięczam mu życie!
Muszę mu się odpłacić!
Jedyne co mogę mu podarować to moje serce.

-Teraz będę cię kochać- wyszeptałam. 

Mogłam mu dać to,
co profesor próbował mi odebrać. 






Od autorki: Leniwa ciota ze mnie. Niby mam wenę, mam pomysły, ale nie chce mi się ich przelewać na kartki Wordu. 
Co do dzisiejszego rozdziału. Nie wiem jak go ocenić. 
Zaczytałam się w trylogii Starka i świata nie widzę poza tą trylogią, dopiero co zaczęłam czytać ją. później opowiem o czym była :) Jak już się dowiem. 
Wstawiam notkę i lecę czytać dalej. 
Pozdrawiam moich czytelników :) 
Postanowiłam zmienić muzyczkę w playerze. 
Jak wam się podoba???
Jestem wieśniarą xD